Nieletnie nastolatki nie mogą chodzić do klubów nocnych, obstawiać zakładów ani uprawiać seksu — to dlaczego dajemy im smartfony i wypuszczamy je w zepsuty świat mediów społecznościowych
Żaden rodzic nie chce zawieść swojego dziecka. Wszyscy podejmujemy najlepsze decyzje, jakie możemy na podstawie dostępnych informacji — i nikt z nas nie powinien żyć z poczuciem winy za to, jak wychowaliśmy nasze dzieci. Jednak w ostatnich latach coraz więcej rodziców mówi mi to samo: Gdyby tylko nie przekazali tego pierwszego smartfona. Gdyby tylko trochę dłużej poczekali. Oczywiście wierzyli, że robią to, co słuszne — utrzymanie kontaktu z przyjaciółmi i rodziną oraz zapewnienie bezpieczeństwa, gdy są na zewnątrz. Kilka dekad temu nie potrafilibyśmy sobie wyobrazić świata, w którym dziesięcioletnie dziecko mogłoby natknąć się na drastyczne materiały lub treści seksualne przed śniadaniem, albo spędzać więcej czasu na bezcelowym przewijaniu niż na zabawie z rówieśnikami. A jednak, cicho i podstępnie, stało się to normą. Nie dlatego, że rodzice przestali się troszczyć, lecz dlatego, że cyfrowy świat, w którym dziś żyjemy, wyprzedził nasze prawo, nasze zabezpieczenia i nasze normy społeczne. Zagrożenia w tym środowisku nie mogły być bardziej realne — ani poważniejsze. Przestępstwa związane z grooming online wzrosły w ostatnich latach. Młodzi ludzie są rutynowo narażani na drastyczne materiały wideo, skrajny pornografia, mizoginię, rasizm i treści, które promują samookaleczanie lub zaburzenia odżywiania. Nigdy nie zapomnę opowieści jednej rodziny, która zaprosiła ośmioletniego przyjaciela swojego syna na nocowanie, nieświadoma, że przyniósł ze sobą iPad. Żaden rodzic nie chciałby świadomie wybrać takiej ekspozycji dla swojego dziecka. Jednak intensywna presja — często ze strony dzieci — aby dać im smartfony i z nieograniczonym dostępem do mediów społecznościowych, sprawia, że wielu rodziców czuje, iż nie ma wyjścia. Ale teraz stoi przed nami długotrwałe rozliczenie, czy dzieci w ogóle powinny mieć dostęp do tych platform.
Najważniejsze zagrożenia online i autentyczne historie rodzićów
Zagrożenia w tym środowisku nie mogły być groźniejsze — przerosty grooming online wzrosły znacznie w ostatnich latach. Młodzi ludzie są rutynowo narażani na drastyczne materiały wideo, skrajny pornografia, mizoginię, rasizm i treści promujące samookaleczanie lub zaburzenia odżywiania. Nigdy nie zapomnę opowieści jednej rodziny, która zaprosiła ośmioletniego przyjaciela swojego syna na nocowanie, nieświadoma, że przyniósł ze sobą iPad. Młodzi ludzie są rutynowo narażani na drastyczne materiały wideo, skrajny porno, mizoginię, rasizm i niepokojące treści. Countless rodzice opowiadali mi, że widzą, jak ich dzieci w wieku szkolnym wycofują się w siebie — później odkrywają, że to z powodu okropnego bullyingu w szkolnych grupach WhatsApp. Żaden rodzic nie chciałby świadomie wybrać takiej ekspozycji dla swojego dziecka. Jednak intensywna presja — często ze strony dzieci — aby dać im smartfony i z nieograniczonym dostępem do mediów społecznościowych, sprawia, że wielu rodziców czuje, iż nie ma wyjścia. W zeszłym miesiącu Australia wprowadziła istotne nowe przepisy zakazujące mediów społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia.
Polityka, debata i ruch Smartphone Free Childhood
Według badań Ofcom z 2024 roku prawie ćwierć brytyjskich dzieci w wieku pięciu do siedmiu lat ma teraz smartfona. Jedna trzecia z nich korzysta z mediów społecznościowych bez nadzoru, a nawet połowa ogląda treści na żywo na platformach takich jak TikTok. Premier Sir Keir Starmer przyznał w zeszłym tygodniu: "We need to better protect children. All options are on the table in relation to what further protections we can put in place." To było mile widziane, ale rozczarowujące – ciepłe słowa nie wystarczają już. Setki tysięcy rodziców wniosek o MPs, by posunęli się naprzód – i wprowadzili jawny zakaz mediów społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia. Lider opozycji konserwatystów, Kemi Badenoch, ogłosiła w zeszłym tygodniu, że zasugeruje taki zakaz, mówiąc, że korzystanie z aplikacji mediów społecznościowych "correlates quite strongly" z problemami zdrowia psychicznego wśród dzieci poniżej 16 lat. A dopiero wczoraj ponad 60 posłów Labour napisało do Sir Keira, popierając ustawodawstwo dotyczące zakazu mediów społecznościowych dla dzieci. Te platformy są zaprojektowane dla dorosłych. Większość treści na nich jest rażąco nieodpowiednia dla dzieci. Wierzę, że powinniśmy potrafić wychowywać dzieci w świecie cyfrowym tak samo, jak to robimy w realnym świecie. Nie zezwalamy nastolatkom na chodzenie do klubów nocnych ani do salonów bukmacherskich. Ustawiamy ograniczenia wiekowe dla filmów agresywnych lub dla treści przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych w kinach — a młodzi ludzie nie mogą kupować alkoholu, papierosów ani e-papierosów. Dzieciom w realnym świecie zapewnione są bezpieczne warunki, z jasnymi zasadami i nadzorem: każdy nauczyciel muzyki, trener sportowy czy pracownik młodzieżowy musi mieć weryfikację DBS. A jednak dajemy naszym dzieciom smartfona i usuwamy niemal wszystkie te zabezpieczenia. Nie ma tu realnych, skutecznych kontroli bezpieczeństwa — to jak Dzikie Zachód w sieci. Ci, którzy popierają zakaz dla osób poniżej 16 lat — i w ostatnich pięciu dniach setki tysięcy rodziców wysłały do swoich posłów listy wsparcia w tej sprawie — bywają wyśmiewani jako margines lub skrajni, w dużej mierze dzięki lobbowaniu Big Tech w sprawie „praw cyfrowych” i „wolności online”. W prawdzie, nie są to żadne skrajności. Daisy Greenwell uważa, że potrzebujemy jasnych granic, które odzwierciedlają jak potężne i wszechobecne stały się platformy online. Oni reagują sensownie na to, co widzą w swoich domach i szkołach. Niektóre organizacje charytatywne argumentują, że tak zwany „zakaz ogólny” stworzyłby fałszywe poczucie bezpieczeństwa, prowadząc dzieci w kierunku mroczniejszych i mniej uregulowanych zakątków Internetu. Twierdzenie to nie wytrzymuje krytyki. Szkody, o które martwią się rodzice, nie kryją się na zapomnianych stronach Internetu. One już istnieją, na dużych platformach – Facebooku, Instagramie, X i Snapchat – w postach wideo, prywatnych wiadomościach, transmisjach na żywo oraz w rekomendacyjnych feedach i algorytmach zaprojektowanych tak, by maksymalizować zaangażowanie, a nie dobrostan. Pomyślmy tylko, jak naprawdę działają media społecznościowe. Platformy te są kuszące, bo wszyscy inni są na nich. Jeśli przyjaciele dziecka nie są tam, pokusa dołączenia spada. Dlatego tak ważne są jasne, zbiorowe ograniczenia wiekowe: one resetują normę, zamiast zostawiać rodziców samych w walce z presją rówieśników. Oczywiście niektórzy nastolatkowie spróbują obejść zasady. Jak donosił Daily Mail w zeszłym tygodniu, młodzi ludzie w Australii uciekają się do kopiowania danych z prawa jazdy swoich rodziców, aby otworzyć konta na mediach społecznościowych, lub modelują twarze, by „zmarszczyć” sobie skórę i oszukać oprogramowanie do weryfikacji wieku. To nieuniknione, że młodzi ludzie będą szukać sposobów na obejście zakazu. Nie oznacza to jednak, że zakaz jest zły w principie. Gdyby tak było, nie mielibyśmy żadnych praw. Inni przeciwnicy twierdzą, że ten plan stworzy „przepaść” — nastolatki nagle trafią w świat mediów społecznościowych, gdy ukończą 16 lat. Ale ten argument można odnieść do każdej ustawy o wieku zezwolenia. W jednym z wywiadów w weekend Ian Russell — którego córka Molly zmarła na skutek samobójstwa w wieku 14 lat, a w sprawie której wniosło się orzeczenie, że treści samookaleczające, które oglądała w sieci, przyczyniły się do jej śmierci — argumentował, że istniejące prawo online wystarcza, a zakaz byłby „szablonową metodą” (sledgehammer approach). Każdy rodzic rozumie jego ogromną stratę i wysiłek, jaki włożył w poprawę bezpieczeństwa online. Jego głos zasługuje na szacunek. Ale w tej kwestii wielu rodziców się nie zgadza. Istniejące prawo może wyglądać solidnie na papierze, ale nie przekłada się na realną ochronę w codziennym życiu dzieci. Potrzebujemy jasnych granic, które odzwierciedlają jak potężne i wszechobecne stały się te platformy. Dwa lata temu napisałem na Instagramie post o moich obawach, że dzieci w klasie mojej ośmioletniej córki mają już smartfony, i że chciałem opóźnić ich zakup dla niej. Post stał się viral, i z niego narodził się Projekt Smartphone Free Childhood (SFC). Dziś 173 000 rodziców podpisało nasz Pact Rodziców — wspólne zobowiązanie do opóźnienia zakupu smartfona dla dziecka aż do wieku co najmniej 14 lat. Ponad 400 000 rodziców jest częścią społeczności SFC, a grupy działają w 42 krajach. Pod przestarzałą zasadą z 1998 roku firmy medialne nie powinny zezwalać użytkownikom poniżej 13 roku życia. Wynik jest jasny: przeciętny Brytyjczyk w wieku 12–15 lat spędza teraz pięć i pół godziny dziennie na telefonie — prawie jak pełnoetatowa praca. Wskaźniki lęku, samookaleczania i depresji rosną. Czas spędzany z rówieśnikami poza domem spada. Jedynymi wygrywającymi z tego wszystkiego są firmy technologiczne. Nie dzieci. Nie rodzice. Nie rodziny. To musi się zmienić — a podniesienie wieku do 16 lat to punkt wyjścia. Daisy Greenwell, dyrektor Smartphone Free Childhood.